/cut/
> Ja nie mam absolutnie nic przeciw przyjezdnym, bo zdaje sobie sprawe z
> potrzeby tych migracji. Chodzi mi tylko o to, ze to przyjezdni nie
> chca sie integrowac, na kazdym kroku twierdzac, ze to "nie moje
> miasto, nie chce tu zyc, jego problemy (przede wszystkim
> komunikacyjne) nie sa moimi". Ja sie wiec pytam, czy tylko Warszawicy
> (rdzenni) stoja w korkach, jezdza komunikacja itp, itd? wypieranie
> sie tego jest absurdem i tylko o to mam pretensje, o nic innego.
> Przyjezdni czy chca czy nie, sa czescia tego miasta, chocby nie wiem
> jak sie tego wypierali.
jestem przyjezdna i jak najbardziej problemy tego miasta sa teraz moimi
problemami (najlepszy dowod to taki, ze subskrybuje ta grupe).
moze nalezy na to spojrzec inaczej: Ty, o ile nigdy nie mieszkales gdzie
indziej, nie masz porownania ani odniesienia. to jest Twoje miasto, z nim
wiaza sie wszystkie Twoje wspomnienia, wiekszosc przyjazni itd.
ja wieksza czesc swoich wspomnien i przyjaciol zostawilam gdzie indziej. to
nie jest proste: przewrocic cale swoje zycie do gory nogami i przeniesc sie
w nowe miejsce. tym bardziej, ze przenioslam sie tu calkiem niedawno, juz po
studiach.
lubie warszawe, podobnie jak wieszkosc moich znajomych- lubie to, ze daje
zyc wszystkim:) przez to, ze jest taka duza- jest tez bardzo zroznicowana:
kazdy znajdzie cos dla siebie:)
oczywiscie narzekam na komunikacje i przerazaja mnie ceny mieszkan, ale
przeciez to fakt obiektywny: komunikacja jest do bani (choc publiczny
transport, porownujac ze slaskiem, skad jestem, jest wrecz wzorcowo
rozwiazany) a ceny mieszkan kosmiczne:)
nie wiem z kim pracujesz, ale zdumiewaja mnie Twoje stwierdzenia. oczywiscie
ze problemy tego miasta sa moimi:) albo szukasz problemow tam, gdzie ich nie
ma, albo spotykasz naprawde dziwnych przyjezdnych:)
pzdr, aga